Witam, jestem Expecto. Ten rozdział pisałam z wielkim natchnieniem... to zaczynajmy!
Pustka.
Taka pusta pustka.
Jaka może być pustka?
Mroczna i pusta?
Może być też bolesna.
Pustka - inaczej brak.
Czegoś? Kogoś?
Na przykład Przyjaciela...
- Lily? - Huncwoci jak zwykle się do mnie dosiedli. Pewnie im mnie żal, że zawsze siedzę sama. Fajnie z ich strony, zwłaszcza, że lubię ich towarzystwo. Są tacy weseli...
- Cześć - uśmiechnęłam się lekko omiatając ich wzrokiem. Syriusz odszedł i właśnie flirtował z jakąś Gryfonką z trzeciego roku. Rok młodszą od nas.
- Co u ciebie, Lily? - odezwał się Remus, który z dnia na dzień wyglądał coraz bardziej mizernie.
- U mnie... OK.
Potter przewrócił oczami.
- Przecież widać, że nie ok. Siedzisz sama na końcu stołu...
- Jak zawsze - przerwałam mu.
- Wyglądasz jak wyrzutek życia, oczywiście nie mam na myśli twojej urody...
- Normalne - znowu wcięłam mu się w zdanie. Nic nie poradzę.
- Łapa! - zawołał Syriusza James. Black przeprosił blondynkę, z którą rozmawiał i podszedł do przyjaciela.
Black wywrócił oczami.
- Co jest?
- Mam plan - Potter uśmiechnął się po huncwocku. Obawiałam się tego uśmiechu, którym darzył mnie w pierwszej i drugiej klasie. Wreszcie mu powiedziałam wprost, że go nie chcę. Potterki się na mnie dąsały, James dał mi w końcu spokój i od tego momentu traktuję go jak kumpla.
Potter pociągnął Syriusza za rękaw i ruszyli do wyjścia. Ja dalej jadłam owsiankę.
- Nie bój się ich Lily. Wiem co chodzi Rogaczowi po głowie, od tygodnia nad tym rozmyśla. To nic, czego trzeba się obawiać. Właściwie, to dobry pomysł. - powiedział Lunatyk.
Łyżka zatrzymała się w połowie drogi z talerza do moich ust.
- Co?
Remus się zaśmiał.
- Wkrótce sama się dowiesz.
***
- Lily, tu jesteś. - podbiegli do mnie huncwoci. Peter za bardzo nie nadążał, bo w rękach trzymał słodycze. Normalka.
Syriusz usiadł koło mnie z lewej, Remus z prawej, a James na przeciwko. Peter, gdy dobiegł usiadł koło Syriusza i zaczął zajadać czekoladowe żaby.
Sidzieliśmy w jednym z pustych korytarzy szkoły. Lubiłam chodzić sama po takich zakamarkach. Bo z kim?
- Przecież prawie zawsze tu siedzę.
- To prawda - Potter podrapał się po głowie.
- Mówcie, po co mnie szukaliście.
- Mamy propozycję - Remus się uśmiechnął.
Uniosłam lewą brew do góry.
- Czy... - zaczął James.
- Zostaniesz... - Syriusz.
- Jedyną... - Peter.
- Huncwotką? - skończył Remus.
Popatrzyłam na nich z niedowierzaniem.
- Że co?
- Mówiłem, że się nie zgodzi - wymamrotał Syriusz.
- A kto tak powiedział? - Puściłam do niego oczko i wstałam. Wszyscy wstali.
- Także, jesteś teraz nieoficjalną Huncwotką. - Huncwoci ukłonili się przede mną.
- A oficjalną? - zapytałam.
- Hm... - Syriusz podrapał się po szyi. - Lilyanne Evans, mugolaczka, jedna z lepszych uczennic, przyjaciółka Huncwotów, rudowłosa i zielonooka, obiekt westchnień Rogacza, - tu James go walnął w ramię - i przyszła Huncwotka.
Na chwilę mnie zamurowało.
- Ee... To kiedy będę... Huncwotką?
- Jak to ogłosisz publicznie. Obiad, śniadanie, kolacja. Rozumiesz? Musisz się... przebyć - powiedział Lupin.
- Dobra. Chodźcie, mamy eliksiry. Nie chcę stracić czegoś takiego jak reputacja.
***
- Także dzisiaj zajmiemy się eliksirem poprawiającym wzrok, ponieważ jeszcze go nie przerabialiśmy, a być może w przyszłym roku będzie na SUMach. Na tablicy macie wypisane składniki i sposób przyrządzenia. Mamy całe dwie lekcje, więc ich nie zmarnujcie. A, robimy je w parach.
Na moje nieszczęście, usiadł do mnie James, bo Łapa siedział z czarnowłosą Puchonką.
- Wiesz w ogóle co jest do tego potrzebne? - spytałam go. Ja znałam cały przepis na pamięć.
Rogacz zmrużył oczy za szkłami okularów i odczytał składniki.
- Hm... będzie piołun, duszone mandragory i róg jednorożca, sproszkowany i skrystalizowana woda. Przyniosę.
Wywróciłam oczami i zajęłam się przygotowaniem kociołka.
- Już jestem, ale nie wiem czy mam dobre rzeczy.
Przejrzałam rzeczy przyniesione przez Jamesa.
- OK.
Zaczęłam dodawać piołunu, mieszać, podgrzewać i całą tę salsę. Eliksir co chwila zmieniał kolor, a ja jeszcze ani razu nie spojrzałam na tablicę. James był chyba pod wrażeniem.
- No, kończymy. Za chwilę przejdę po klasie i zobaczymy kto zrobił najlepszy eliksir.
Rozejrzałam się po klasie. Syriusz z tą Puchonką mieli Eliksir koloru fioletowego, Remus i Peter jasnopomarańczowego, dwóch Puchonów przed nami miało koloru indygo, co oznaczało, że są przy... dziesiątym punkcie. Kristina z Hufflepuffu, którą znałam z Klubu Ślimaka, miała wywar zielony i właśnie dodawała sproszkowany róg jednorożca. Dziewiąty punkt.
- Panna Evans i Pan Potter. Zobaczmy, czy eliksir się udał.
Profesor Slughorn powąchał, obejrzał dokładnie i porównał kolor do opisu z tablicy, a także dotknął palcem na brzegu kociołka.
- Świetny Eliksir! Idealna Konsystencja - zachwycał się. - Uwaga, uczniowie. Mamy najlepszy eliksir. Panna Evans i Pan Potter dostają po piętnaście punktów na głowę i Wybitny jako ocenę dodatkową. Pan Lupin i Pan Pettigriew dostają po pięć punktów na głowę i Powyżej Oczekiwań jako ocenę dodatkową. Dziękuję, a teraz sprzątamy po sobie.
Przybiłam piątkę z Jamesem i Remusem.
***
- Teraz... - Syriusz czytał nasz plan. - Transmutacja. A potem obiad.
- Całe szczęście - mruknął Peter. - Bo już zgłodniałem.
Zaczęliśmy się śmiać i doszliśmy pod salę Transmutacji.
- Czekajcie - Potter się zamyślił. - Dzisiaj piątek, jutro nie ma szkoły. Obgadamy coś na obiedzie. A ty Lily jeśli nie ogłosisz tego, co masz ogłosić, to nie możesz uczestniczyć w planowaniu.
- Słowo tego, kim będę, że ogłoszę.P
Weszliśmy do sali i Huncwoci zajęli ławki. Na moim miejscu siedział jakiś Krukon, więc usiadłam z Syriuszem.
Do sali wbiegł kot. Ja wiedziałam, że to Pani Profesor, bo czytałam o tym w bibliotece.
Kot zmienił się w Profesor McGonagall.
W klasie zapanowała cisza, a powietrze zgęstniało przez zdziwienie. Tylko ja i Huncwoci byliśmy na to przygotowani. Dziwne... oni?
- Dzień doby. Dzisiaj zajęcia teoretyczne. Będziemy się uczyć o zaklęciu...
***
Szliśmy na obiad, a ja czułam wzrastający niepokój.
- Lily, nie powiesz mi, że idziesz na koniec stołu? - usłyszałam za sobą głos Rogacza.
- To z przyzwyczajenia.
Wszyscy już jedli, bo się spóźniliśmy kilka minut.
- Przedstawienie akcja - szepnął Syriusz, a ja weszłam na stół i przyłożyłam różdżkę do gardła.
- Chciałam coś powiedzieć - mój głos odbił się głuchym echem. - Od teraz jestem... Jedyną Huncwotką.
Huncwoci zaczęli bić brawo. Zeszłam i przybiłam z nimi piątki.
McGonagall złapała się za głowę.
- Chodźcie - Łapa pociągnął mnie za ramię na koniec stołu.
- Mieliśmy coś omówić - szepnął James. - Skoro Lily jest Huncwotką, musi znać plany, tajemnice Huncwotów. Lily, dzisiaj koło północy w Pokoju Wspólnym.
I odeszli.
***
23:34
Gdzie oni są?
Usłyszałam jakiś szelest, ale nikogo tam nie było.
Jak z powietrza wyłonili się Huncwoci. Zmrużyłam oczy i ziewnęłam.
- Lily, pod pelerynę.
Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Kątem oka zobaczyłam jak Remus rzuca na siebie i Petera zaklęcie Kameleona.
James wyjął z kieszeni pergamin.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
Na pergaminie zaczęły pojawiać się kreski i literki.
Łapa, Rogacz, Lunatyk, Glizdogon
A tak w ogóle, to skąd to się wzięło?
***
Weszliśmy do Pokoju Życzeń.
Pomieszczenie było strasznie zagracone.
- O co tutaj chodzi?
Chłopaki mi zaczęli wyjaśniać, że Remus jest wilkołakiem, to peleryna niewidka i mapa Huncwotów i, że są... Animagami!
- Niezarejestrowani? Pogięło was?!
James zmienił się w jelenia.
Rogacz
Syriusz w psa.
Łapa
A Peter w szczura.
Glizdogon
Kopara opadła.
- Ty też powinnaś zostać - polecił James.
- A, i jeszcze jedno, umiesz wyczarować patronusa?
Zamyśliłam się. Z mojej różdżki wystrzeliła srebrna łania.
- Rogaacz - powiedział sugestywnie Syriusz.
Potter też wystrzelił patronusa. Jeleń. Zauważyłam, że się lekko zarumienił. Dziwne.
- Możesz zostać animagiem według swojego patronusa. Ja i Rogacz tak zrobiliśmy.
Zamyśliłam się i zmieniłam w rudą łanię. Potem znowu w siebie.
- Zdolna jest - mruknął Remus do Jamesa, a ten tylko pokiwał głową nadal z rumieńcami na polikach.
Wyjął pergamin.
- Hm... Jaki by tu pseudonim...
- Może Rudzik? - Zastanowił się Syriusz.
Zmieniłam się jeszcze raz w łanię. Małe plamki na grzbiecie tworzyły układ błyskawicy. Zmieniłam się w siebie.
- Ej, a może Burza?
- Dobre - pochwalił Remus.
Więc jestem teraz Burzą...