niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział I

Witam, jestem Expecto. Ten rozdział pisałam z wielkim natchnieniem... to zaczynajmy!


 Pustka.
 Taka pusta pustka.
 Jaka może być pustka?
 Mroczna i pusta?
 Może być też bolesna.
 Pustka - inaczej brak.
 Czegoś? Kogoś?
 Na przykład Przyjaciela...

 - Lily? - Huncwoci jak zwykle się do mnie dosiedli. Pewnie im mnie żal, że zawsze siedzę sama. Fajnie z ich strony, zwłaszcza, że lubię ich towarzystwo. Są tacy weseli...
 - Cześć - uśmiechnęłam się lekko omiatając ich wzrokiem. Syriusz odszedł i właśnie flirtował z jakąś Gryfonką z trzeciego roku. Rok młodszą od nas.
 - Co u ciebie, Lily? - odezwał się Remus, który z dnia na dzień wyglądał coraz bardziej mizernie.
 - U mnie... OK.
 Potter przewrócił oczami.
 - Przecież widać, że nie ok. Siedzisz sama na końcu stołu...
 - Jak zawsze - przerwałam mu.
 - Wyglądasz jak wyrzutek życia, oczywiście nie mam na myśli twojej urody...
 - Normalne - znowu wcięłam mu się w zdanie. Nic nie poradzę.
 - Łapa! - zawołał Syriusza James. Black przeprosił blondynkę, z którą rozmawiał i podszedł do przyjaciela.
 Black wywrócił oczami.
 - Co jest?
 - Mam plan - Potter uśmiechnął się po huncwocku. Obawiałam się tego uśmiechu, którym darzył mnie w pierwszej i drugiej klasie. Wreszcie mu powiedziałam wprost, że go nie chcę. Potterki się na mnie dąsały, James dał mi w końcu spokój i od tego momentu traktuję go jak kumpla.
 Potter pociągnął Syriusza za rękaw i ruszyli do wyjścia. Ja dalej jadłam owsiankę.
 - Nie bój się ich Lily. Wiem co chodzi Rogaczowi po głowie, od tygodnia nad tym rozmyśla. To nic, czego trzeba się obawiać. Właściwie, to dobry pomysł. - powiedział Lunatyk.
 Łyżka zatrzymała się w połowie drogi z talerza do moich ust.
 - Co?
 Remus się zaśmiał.
 - Wkrótce sama się dowiesz.

***

 - Lily, tu jesteś. - podbiegli do mnie huncwoci. Peter za bardzo nie nadążał, bo w rękach trzymał słodycze. Normalka.
 Syriusz usiadł koło mnie z lewej, Remus z prawej, a James na przeciwko. Peter, gdy dobiegł usiadł koło Syriusza i zaczął zajadać czekoladowe żaby.
 Sidzieliśmy w jednym z pustych korytarzy szkoły. Lubiłam chodzić sama po takich zakamarkach. Bo z kim?
 - Przecież prawie zawsze tu siedzę.
 - To prawda - Potter podrapał się po głowie.
 - Mówcie, po co mnie szukaliście.
 - Mamy propozycję - Remus się uśmiechnął.
 Uniosłam lewą brew do góry.
 - Czy... - zaczął James.
 - Zostaniesz... - Syriusz.
 - Jedyną... - Peter.
 - Huncwotką? - skończył Remus.
 Popatrzyłam na nich z niedowierzaniem.
 - Że co?
 - Mówiłem, że się nie zgodzi - wymamrotał Syriusz.
 - A kto tak powiedział? - Puściłam do niego oczko i wstałam. Wszyscy wstali.
 - Także, jesteś teraz nieoficjalną Huncwotką. - Huncwoci ukłonili się przede mną.
 - A oficjalną? - zapytałam.
 - Hm... - Syriusz podrapał się po szyi. - Lilyanne Evans, mugolaczka, jedna z lepszych uczennic, przyjaciółka Huncwotów, rudowłosa i zielonooka, obiekt westchnień Rogacza, - tu James go walnął w ramię - i przyszła Huncwotka.
 Na chwilę mnie zamurowało.
 - Ee... To kiedy będę... Huncwotką?
 - Jak to ogłosisz publicznie. Obiad, śniadanie, kolacja. Rozumiesz? Musisz się... przebyć - powiedział Lupin.
 - Dobra. Chodźcie, mamy eliksiry. Nie chcę stracić czegoś takiego jak reputacja.

***

 - Także dzisiaj zajmiemy się eliksirem poprawiającym wzrok, ponieważ jeszcze go nie przerabialiśmy, a być może w przyszłym roku będzie na SUMach. Na tablicy macie wypisane składniki i sposób przyrządzenia. Mamy całe dwie lekcje, więc ich nie zmarnujcie. A, robimy je w parach.
 Na moje nieszczęście, usiadł do mnie James, bo Łapa siedział z czarnowłosą Puchonką.
 - Wiesz w ogóle co jest do tego potrzebne? - spytałam go. Ja znałam cały przepis na pamięć.
 Rogacz zmrużył oczy za szkłami okularów i odczytał składniki.
 - Hm... będzie piołun, duszone mandragory i róg jednorożca, sproszkowany i skrystalizowana woda. Przyniosę.
 Wywróciłam oczami i zajęłam się przygotowaniem kociołka.
 - Już jestem, ale nie wiem czy mam dobre rzeczy.
 Przejrzałam rzeczy przyniesione przez Jamesa.
 - OK.
 Zaczęłam dodawać piołunu, mieszać, podgrzewać i całą tę salsę. Eliksir co chwila zmieniał kolor, a ja jeszcze ani razu nie spojrzałam na tablicę. James był chyba pod wrażeniem.
 - No, kończymy. Za chwilę przejdę po klasie i zobaczymy kto zrobił najlepszy eliksir.
 Rozejrzałam się po klasie. Syriusz z tą Puchonką mieli Eliksir koloru fioletowego, Remus i Peter jasnopomarańczowego, dwóch Puchonów przed nami miało koloru indygo, co oznaczało, że są przy... dziesiątym punkcie. Kristina z Hufflepuffu, którą znałam z Klubu Ślimaka, miała wywar zielony i właśnie dodawała sproszkowany róg jednorożca. Dziewiąty punkt.
 - Panna Evans i Pan Potter. Zobaczmy, czy eliksir się udał.
 Profesor Slughorn powąchał, obejrzał dokładnie i porównał kolor do opisu z tablicy, a także dotknął palcem na brzegu kociołka.
 - Świetny Eliksir! Idealna Konsystencja - zachwycał się. - Uwaga, uczniowie. Mamy najlepszy eliksir. Panna Evans i Pan Potter dostają po piętnaście punktów na głowę i Wybitny jako ocenę dodatkową. Pan Lupin i Pan Pettigriew dostają po pięć punktów na głowę i Powyżej Oczekiwań jako ocenę dodatkową. Dziękuję, a teraz sprzątamy po sobie.
 Przybiłam piątkę z Jamesem i Remusem.

***

 - Teraz... - Syriusz czytał nasz plan. - Transmutacja. A potem obiad.
 - Całe szczęście - mruknął Peter. - Bo już zgłodniałem.
 Zaczęliśmy się śmiać i doszliśmy pod salę Transmutacji.
 - Czekajcie - Potter się zamyślił. - Dzisiaj piątek, jutro nie ma szkoły. Obgadamy coś na obiedzie. A ty Lily jeśli nie ogłosisz tego, co masz ogłosić, to nie możesz uczestniczyć w planowaniu.
 - Słowo tego, kim będę, że ogłoszę.P
 Weszliśmy do sali i Huncwoci zajęli ławki. Na moim miejscu siedział jakiś Krukon, więc usiadłam z Syriuszem.
 Do sali wbiegł kot. Ja wiedziałam, że to Pani Profesor, bo czytałam o tym w bibliotece.
 Kot zmienił się w Profesor McGonagall.
 W klasie zapanowała cisza, a powietrze zgęstniało przez zdziwienie. Tylko ja i Huncwoci byliśmy na to przygotowani. Dziwne... oni?
 - Dzień doby. Dzisiaj zajęcia teoretyczne. Będziemy się uczyć o zaklęciu...

***

 Szliśmy na obiad, a ja czułam wzrastający niepokój.
 - Lily, nie powiesz mi, że idziesz na koniec stołu? - usłyszałam za sobą głos Rogacza.
 - To z przyzwyczajenia.
Wszyscy już jedli, bo się spóźniliśmy kilka minut.
 - Przedstawienie akcja - szepnął Syriusz, a ja weszłam na stół i przyłożyłam różdżkę do gardła.
 - Chciałam coś powiedzieć - mój głos odbił się głuchym echem. - Od teraz jestem... Jedyną Huncwotką.
 Huncwoci zaczęli bić brawo. Zeszłam i przybiłam z nimi piątki.
 McGonagall złapała się za głowę.
 - Chodźcie - Łapa pociągnął mnie za ramię na koniec stołu.
 - Mieliśmy coś omówić - szepnął James. - Skoro Lily jest Huncwotką, musi znać plany, tajemnice Huncwotów. Lily, dzisiaj koło północy w Pokoju Wspólnym.
 I odeszli.

***

 23:34
 Gdzie oni są?
 Usłyszałam jakiś szelest, ale nikogo tam nie było.
 Jak z powietrza wyłonili się Huncwoci. Zmrużyłam oczy i ziewnęłam.
 - Lily, pod pelerynę.
 Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Kątem oka zobaczyłam jak Remus rzuca na siebie i Petera zaklęcie Kameleona.
 James wyjął z kieszeni pergamin.
 - Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
 Na pergaminie zaczęły pojawiać się kreski i literki.
Łapa, Rogacz, Lunatyk, Glizdogon
 A tak w ogóle, to skąd to się wzięło?

***

Weszliśmy do Pokoju Życzeń.
 Pomieszczenie było strasznie zagracone.
 - O co tutaj chodzi?
 Chłopaki mi zaczęli wyjaśniać, że Remus jest wilkołakiem, to peleryna niewidka i mapa Huncwotów i, że są... Animagami!
 - Niezarejestrowani? Pogięło was?!
 James zmienił się w jelenia.
Rogacz 
 Syriusz w psa.
Łapa
 A Peter w szczura.
Glizdogon
 Kopara opadła.
 - Ty też powinnaś zostać - polecił James.
 - A, i jeszcze jedno, umiesz wyczarować patronusa?
 Zamyśliłam się. Z mojej różdżki wystrzeliła srebrna łania.
 - Rogaacz - powiedział sugestywnie Syriusz.
 Potter też wystrzelił patronusa. Jeleń. Zauważyłam, że się lekko zarumienił. Dziwne.
 - Możesz zostać animagiem według swojego patronusa. Ja i Rogacz tak zrobiliśmy.
 Zamyśliłam się i zmieniłam w rudą łanię. Potem znowu w siebie.
 - Zdolna jest - mruknął Remus do Jamesa, a ten tylko pokiwał głową nadal z rumieńcami na polikach.
 Wyjął pergamin.
 - Hm... Jaki by tu pseudonim...
 - Może Rudzik? - Zastanowił się Syriusz.
 Zmieniłam się jeszcze raz w łanię. Małe plamki na grzbiecie tworzyły układ błyskawicy. Zmieniłam się w siebie.
 - Ej, a może Burza?
 - Dobre - pochwalił Remus.
 Więc jestem teraz Burzą...